Zacznijmy od tego, czego nikt Ci nie mówi: sam dolot to prawie doba

Z Polski nie ma lotu bezpośredniego. Zawsze jest przesiadka - najczęściej Helsinki, Stambuł, Doha, Dubaj albo Seul. Realnie od wyjścia z domu do wejścia do hotelu w Tokio mija 18 - 22 godziny.

Do tego różnica czasu: 7 godzin latem, 8 zimą, do przodu. Lecisz w nocy, lądujesz po południu albo wieczorem. Pierwszy dzień jest więc dniem dojazdu, nie zwiedzania - i tak go planuj.

Ile dni naprawdę

Najczęstszy błąd to próba zobaczenia wszystkiego. Japonia jest większa, niż wygląda na mapie: z Tokio na Hokkaido jest dalej niż z Warszawy do Rzymu.

  • 5 - 7 dni: tylko rejon Tokio plus jeden wypad (Nikkō, Kamakura albo Hakone). Bez Kioto - przejazdy zjedzą Ci pół wyjazdu.
  • 9 - 11 dni: klasyk, czyli Tokio, Hakone, Kioto, Nara, Osaka. To jest to, po co ludzie jadą pierwszy raz.
  • 12 - 14 dni: klasyk plus Hiroszima z Miyajimą albo Kanazawa i japońskie Alpy.
  • 15 dni i więcej: dorzuć drugą wyspę - Kiusiu na onseny albo Hokkaido na naturę.

Zasada, która ratuje wyjazd: mniej baz, więcej dni

Każda zmiana hotelu to spakowanie się, wymeldowanie o dziesiątej, taszczenie walizki na dworzec i zameldowanie dopiero po piętnastej. Przy dwóch przeprowadzkach tracisz cały dzień, tylko rozłożony na raty.

Lepiej mieć dwie albo trzy bazy i z nich robić wypady. Tokio i Kioto nadają się do tego idealnie - z obu da się dojechać w godzinę albo dwie do mnóstwa miejsc.

Praktyczna sztuczka: bagaż możesz wysłać między hotelami usługą takkyubin (jest w każdym konbini i w hotelach). Kosztuje około 2000 jenów za walizkę i dociera następnego dnia. Jedziesz wtedy налегке z małym plecakiem. To zmienia komfort przeprowadzki bardziej niż cokolwiek innego.

Szkielet na 12 dni, który działa

Tokio (4 noce) → Hakone (1) → Kioto (4, z wypadami do Nary i Osaki) → Hiroszima z Miyajimą (2) → powrót z Osaki albo Tokio. Shinkansen układa to w jedną linię, bez zawracania.

Jeśli masz 10 dni, wytnij Hiroszimę. Jeśli 14 - dorzuć Kanazawę między Tokio a Kioto.

Pierwsza doba: cztery rzeczy do ogarnięcia

  1. Transport z lotniska. Z Narity masz dwa poziomy cenowe i warto o tym wiedzieć. Szybko: Keisei Skyliner (2570 jenów, 41 minut do Ueno) albo Narita Express (około 3000, godzina do Tokyo Station). Taniej: zwykłym pociągiem - Keisei Access Express albo linia JR Narita to 1200 - 1400 jenów i 80 - 90 minut. Za mniej więcej połowę ceny tracisz pół godziny i gwarantowane miejsce siedzące. Przy jednej walizce i normalnej porze dnia to bardzo dobry deal. Z Haneda jest bliżej i taniej niezależnie od opcji.
  2. Karta IC (Suica albo Pasmo) do metra i autobusów. Uwaga: przez braki w chipach zwykłe karty bywały niedostępne, ale dla turystów jest Welcome Suica na lotnisku, a na iPhonie można dodać Suicę wprost do portfela w telefonie i doładować kartą.
  3. Internet. eSIM kupujesz i aktywujesz jeszcze w Polsce, działa od wylądowania. Wygodniejsze niż szukanie automatu z SIM-em po 20 godzinach podróży.
  4. Gotówka. Wypłać z bankomatu Seven Bank na lotnisku - o tym pisałem w checkliście.

Czego nie robić za pierwszym razem

Nie wciskaj Hokkaido ani Okinawy do dwutygodniowego wyjazdu, bo "już tam jestem". To osobne kierunki z osobnym dolotem i osobnym klimatem. Dorzucone na siłę zabiorą Ci trzy dni na same przeloty.

Nie planuj też więcej niż dwóch punktów dziennie. W Japonii samo dotarcie na miejsce bywa atrakcją, a dworce potrafią być większe od małego miasta.

💡 Ode mnie: pierwszy i ostatni dzień to w praktyce połówki. Atrakcje planuj od drugiego dnia, a ostatni zostaw na spokojne zakupy i drogę na lotnisko. Nikt jeszcze nie żałował, że miał zapas czasu przed wylotem.